Chociaż na blogu nie działo się wiele, w realnym życiu było wręcz przeciwnie. Miałam ogromną niechęć do spędzania dodatkowego (poza pracą) czasu przed ekranem komputera. Jeśli już go włączałam, to wolałam poświęcić ten czas na przygotowywanie się do kolejnego wyjazdu. Nigdy nie robię postanowień ani konkretnych planów na dany rok, ale na początku zeszłego pomyślałam, że skoro już mieszkam w Krakowie, to chciałabym więcej czasu spędzać na wspinaniu i w górach. Czy się udało? Oto moje podróżnicze podsumowanie 2021 roku.

Styczeń

Nic szczególnego się wtedy nie działo, no ale tak bywa. Może pogoda była nie najlepsza, a może po prostu środek zimy spowodował jakiś brak energii. Zwiedzałam trochę Kraków, włóczyłam się po Kazimierzu i Zakrzówku, a koniec miesiąca przyniósł protesty Strajku Kobiet

Luty

To miesiąc jednodniowych wypadów. Pojawiło się więcej słońca, a razem z nim energii. Wybrałam się w Beskid Wyspowy ze znajomym, który buduje tam domek. Pojechałam na 17-kilometrowy spacer do Puszczy Niepołomickiej na wschód od Krakowa, a następnego dnia wskoczyłam rano w autobus i kierunek: Zakopane. Na szlaku byłam dość późno jak na górskie standardy, więc chciałam tylko dojść do Murowańca i trochę tam posiedzieć. Ale było tak przyjemnie i słońce grzało, że poszłam na Kasprowy. Przez moją nietolerancję zimna odpuszczam sobie wysokogórskie szaleństwa o tej porze roku i jeśli dobrze pamiętam, to dopiero drugi zimowy szczyt, przy czym pierwszy raz, gdy było coś widać. A widok był wspaniały! Kilka dni później zapowiadał się słoneczny czwartek, więc znowu wskoczyłam w autobus i pojechałam w Tatry na szybki jednodniowy wypad i kontemplację w okolicach Morskiego Oka.

Marzec

W marcu dominował Kraków. Widzę pewną regularność w latach, kiedy pracuję – że wolne zostawiam sobie na drugą część roku, i tak też było tym razem. Ale wyjazdu w podkrakowskie dolinki czy spaceru wokół jeziora Bagry żałować nie trzeba.

Kwiecień

Zaczęłam sezon skałkowy. Na razie wypadem na baldy do Prudnika koło Myślenic, ale mieliśmy fajną i dużą ekipę. Jeszcze dość rześko, między wstawkami zakładałam ciepłe rękawice i jakoś przetrwałam. Później był wyjazd do Bielska-Białej, skąd dalej do Szczyrku. Skrzyczne i całe pasmo przypadło na pierwszy dzień, a że widoczność była świetna, to ładnie pokazała się królowa Babia Góra i Mała Fatra. Drugiego dnia przeszłam górami ze Szczyrku z powrotem do Bielska.

Maj

Miesiąc odwiedzin znajomych i rodziny. Majówka zapowiadała się deszczowo (i taka była), więc to był dobry czas na wyjazd do Warszawy i spotkania ze znajomymi. Parę tygodni później z kolei rodzinna wizyta pod Poznaniem. To też prawdziwy początek mojego sezonu wspinaczkowego i licznych w tym roku wypadów na wspinanie z liną. Na przełomie maja i czerwca zrobiłam pełny kurs skałkowy, na którym uczyłam się wspinania tradowego (czyli na własnej asekuracji) oraz wielowyciągów.

Czerwiec

Pod znakiem wspinaczki upłynął mi cały czerwiec. Kiedy mieszkałam w Warszawie, prawie w ogóle nie wspinałam się w skałach. Natomiast z Krakowa na Jurę Południową jest rzut beretem. Było więc wiele wypadów weekendowych, ale zdarzało się też kończyć pracę w piątek nieco wcześniej i korzystać z długich ciepłych wieczorów.

Lipiec

Mało gór do tej pory, więc żeby się trochę rozruszać pojechałam w Gorce. Najpierw na Turbacz, a później ucieczka od tłumów na Kiczorę. Pojechałam też wreszcie w Tatry Zachodnie. Zwykle ciągnie człowieka w tę wysoką część, ale zachodnia, choć o innym charakterze, jest równie piękna, a ludzi trochę mniej. Z Doliny Chochołowskiej zrobiłam pętlę przez Grzesia, Wołowiec i Kończysty Wierch. Zieleń Tatr Zachodnich w słoneczny dzień jest nie do opisania, wyglądają fantastycznie! Dzień kolejny zafundował niestety chmury, deszcz i porywisty wiatr, więc zrezygnowałam z wchodzenia na wyższe szczyty i z Przełęczy Siwej zeszłam przez Ornak do schroniska w Dolinie Kościeliskiej, gdzie znowu był środek lata.

Sierpień

Wyjazd roku! Niespodziewanie parę miesięcy wcześniej pojawił się pomysł na Dolomity. Udało się zebrać 4 osoby i pod koniec sierpnia wybraliśmy się samochodem do Włoch. Po drodze zatrzymaliśmy się u mojego znajomego, Kuby, w Wiedniu. Wiedziałam, że się zakocham w tych górach i tak się stało. Są przepiękne, uwielbiam te poszarpane granie, piękne lazurowe jeziora. Nastawiliśmy się przede wszystkim na via ferraty i przeszliśmy ich kilka – od takich bardzo łatwych po jedną naprawdę wymagającą. 

Na szczycie Cristallino d'Ampezzo

Wrzesień

Ze znajomymi z sekcji wybrałam się do Boru, czyli znanej miejscówki boulderowej w Czechach. Spaliśmy w Kudowie-Zdroju, a do lasu dojeżdżaliśmy. Po polskiej stronie wspinanie jest zabronione, to teren Parku Narodowego Gór Stołowych. Po stronie czeskiej wspinać się można legalnie, trzeba tylko pamiętać o usunięciu śladów magnezji. Udało się zrobić życiówkę – planowane na ten sezon 7a!

Wyskoczył też spontaniczny wypad na Czerwone Wierchy. Ale trochę zaskoczyła nas pogoda; zamiast spodziewanego słońca – chmury i wiatr. Marzyła mi się trasa do samego Kasprowego, a tymczasem schodziliśmy już z Małołączniaka. I akurat w trakcie zejścia pogoda całkowicie się zmieniła, ale my wtedy tkwiliśmy już w godzinnej kolejce do krótkiego fragmentu z łańcuchem.

Październik

Na miniurlop wybrałam się w trasę przez Gorce i Pieniny – zaczęłam w Rabce i noc spędziłam na Turbaczu. Następnego dnia prawie samotna wędrówka doprowadziła mnie do Krościenka. A kolejnego jedna z moich ulubionych tras i miejsc widokowych, czyli z Jaworek na Wysoką, gdzie spędziłam ok. godziny, podziwiając jesienną panoramę. Był też weekend w Tatrach, bo pogoda zapowiadała się przednia. I częściowo tak było – dostałam lekcję, żeby oprócz opadów sprawdzać też prędkość wiatru. Niestety w Tatrach Zachodnich praktycznie nie dało się iść, nici więc z powtórki Czerwonych Wierchów. Za to w Tatrach Wysokich było całkiem przyzwoicie i następnego dnia stanęłam po raz pierwszy na szczycie Kościelca. Nigdy wcześniej nie było okazji. 

Listopad 

Szykowałam się ze znajomymi na 2-tygodniowy wyjazd wspinaczkowy. Padło na Maltę, a właściwie na Gozo. W zeszłym roku na Gozo nie dotarłam, więc nawet się ucieszyłam, że to nadrobię. Było przez te 2 tygodnie sporo wspinania. Prognozy pogody, które zapowiadały deszcze i burze, na szczęście się nie sprawdziły, a mnie się udało zrobić życiówkę linową i padło 6c. Ja wspinanie łączyłam z pracą, żeby nie wykorzystać wszystkich dni urlopu, które mi zostały. 

Grudzień

Ucieczka świąteczna w Tatry. W wigilię pojechałam do schroniska Głodówka i tam spędziłam wieczór. Następnego dnia poszłam na Polanę Rusinową i ze względu na pogodę odpuściłam sobie Gęsią Szyję. Za to dnia kolejnego było mroźno, ale słonecznie, więc wybrałam trasę, na której w razie potrzeby można się ogrzać. I tak dotarłam po raz pierwszy do schroniska na Hali Kondratowej

No i tyle. Nie wspominałam o poszczególnych dniach wspinaczkowych, ale uzbierało się ich sporo i sprawiły, że ten rok był dość intensywny. A na pewno udało się zrealizować to ogólne założenie z początku roku, czyli wspinanie i Tatry. Chociaż szkoda, że nie udało się tego połączyć.

Jednej rzeczy mi jednak w tym roku brakowało, mianowicie – włóczenie się po miastach. Chociaż kocham spędzać czas w naturze i bardzo często wyjeżdżam z Krakowa, to lubię duże miasta i szwendanie się bez celu. W tym roku mam więc kilka pomysłów z tym związanych.

STYCZEŃ 2022

Leave a comment

%d bloggers like this: