Pozostające nieco w cieniu Tatr Wysokich, Tatry Zachodnie zasługują na równie duże zainteresowanie i oferują wspaniałe widoki, długie wędrówki i dawkę zmęczenia. Zimą wyglądają jak białe fale, jesienią jak przerośnięte Bieszczady, wiosną, a już szczególnie latem, gdy wybuchają zielenią — niczym krajobrazy Madery albo Nowej Zelandii. Klasyczną trasą w tej części jest Grań Tatr Zachodnich.

Tatry Zachodnie

Grań Tatr Zachodnich ciągnie się od Huciańskiej Przełęczy w Słowacji aż to Liliowego. To 42 z 75 km całkowitej długości głównej grani Tatr. Dla przeciętnego górołaza jest to więc trasa na kilka dni albo kilka jednodniowych wyjazdów. Mnie od dawna marzyło się przejście z Doliny Chochołowskiej, przez Grzesia, Wołowiec i Jarząbczy Wierch. Wyczekałam więc na w miarę słoneczny, ale nie upalny weekend, i ruszyłam.

Trasa jest dość długa, dlatego warto zacząć ją wcześnie. Samo przejście Doliny Chochołowskiej zajmuje około 2 godzin, można więc w wieczór poprzedzający wędrówkę dojść do schroniska i zostać w nim na noc. Skraca to nieco dystans do przejścia i pozwala trochę dłużej pospać. Wariantów zejścia jest kilka i można je na bieżąco dopasować w zależności od zasobu czasu i sił. Propozycje podaję na końcu tekstu.

Grześ

Ja wstaję po 6 i o 7 jestem gotowa do wyjścia. Sprzed schroniska trzeba kierować się znakami na Grzesia, żółty szlak doprowadzi was prosto na ten szczyt. To prawie 500 metrów przewyższenia, więc osoby ze słabszą kondycją na pewno złapią zadyszkę, ale wejście nie jest trudne. Większość tego fragmentu to droga przez las, ale tuż przed Grzesiem wychodzi się ponad granicę drzew. To pierwszy punkt widokowy. Wychodząc wczesnym rankiem ze schroniska, bądź jeszcze wcześniejszym z parkingu, możecie do tego punktu dotrzeć akurat na śniadanie. Mam wrażenie, że jest stąd ładniejszy widok niż z samego Grzesia. Następnie jeszcze jedno krótkie podejście i jest szczyt! Stąd widać już cienką linię ścieżki prowadzącej w stronę Wołowca.

Rakoń

Teraz łatwiejsza część i delikatne podejście niebieskim szlakiem przez Długi Upłaz. Po niedługim czasie kolejny punkt na trasie, czyli Rakoń. Jest szansa, że spotkacie tu osoby podchodzące od strony słowackiej, dociera tu bowiem żółty szlak od Tatliakowej Chaty. Warto pamiętać, że w Tatrach Zachodnich brak miejsc, w których można się schować przed wiatrem. Mało tu skałek, ale w niektórych miejscach znaleźć można murki z kamieni. I taki naprawdę niewielki znajduje się właśnie na Rakoniu. W wietrzny dzień miło się za nim schronić. 

Widok na Rakoń z Wołowca

Wołowiec

Następnie po krótkim, w miarę płaskim fragmencie kolejne podejście, tym razem już na Wołowiec. W połowie drogi dochodzi jeszcze zielony szlak z Doliny Chochołowskiej, którym można sobie skrócić drogę. To dobre rozwiązanie dla osób idących na Rohacze.

Za sobą zostawiacie łagodniejsze wzniesienia, by ujrzeć przepiękną część idącą przez Łopatę na Jarząbczy Wierch. W dole Waszą uwagę zwrócą na pewno Jamnickie Stawy. Po prawej wyrastają dwa Rohacze – Ostry i Płaczliwy – i szlak zwany słowacką Orlą Percią.

A Rohacze kuszą. Ale nie tym razem! Teraz szlakiem czerwonym w stronę Jarząbczego Wierchu. Za zejściem z Wołowca zaczyna się mój ulubiony fragment, szczególnie latem. Popatrzcie na tę zieleń! Grań zwęża się tutaj, a zbocza opadają stromo. Ja nie mam lęku przestrzeni, ale wyobrażam sobie, że niektórym osobom może się trochę zakręcić w głowie.

Pamiętajcie, żeby na podejściu na Jarząbczy Wierch obejrzeć się za siebie, warto poświęcić tym widokom więcej czasu. Może akurat traficie na grę słońca i chmur, które na tej zieleni namalują piękne plamy. 

Jarząbczy Wierch

No to teraz ostatnie z moich podejść i oto Jarząbczy Wierch. 2137 m n.p.m. (pozdro dla kumatych)! Ze szczytu zielony szlak wiedzie w stronę Jakubiny i dalej granią Otargańców. Po prawej stronie tej grani zobaczycie Dolinę Jamnicką, po lewej – Ryczkową i kilka Stawów Ryczkowych. Widać stąd już charakterystyczny kształt masywu Trzydniowiańskiego Wierchu. Dalej więc szlakiem czerwonym i po ok. 30 minutach dojdziecie do Kończystego Wierchu.

Kończysty Wierch i co dalej

To dobre miejsce na podjęcie decyzji co dalej. W zależności od sił, czasu, celu, a w moim przypadku zapasu wody, jest kilka wariantów:

  • podejście na Starorobociański Wierch – ok 50 minut i dalej:
    • przez Siwy Zwornik i Siwą Przełęcz, zejście do Doliny Chochołowskiej (3 h) i powrót na parking (1:20 h),
    • przez Siwy Zwornik i Grań Ornaku, zejście do schroniska Ornak (3:30 h) i powrót Doliną Kościeliską (ok. 1 h),
    • zejście tą samą drogą na Kończysty Wierch (0:35 h) i powrót przez Szeroki Żleb do Doliny Chochołowskiej do schroniska (2:45 h) albo prosto przez Trzydniowiański Wierch do Polany Trzydniówki i stamtąd do schroniska (2:45 h) albo na parking (3:50 h),
  • odpuszczenie wejścia i zejście do Doliny Chochołowskiej jednym z dwóch wariantów.

Ze wszystkich dostępnych wariantów wybrałam… no cóż, ten najmniej ambitny. Ale wiedziałam, że na więcej nie wystarczy mi wody, a poza tym miałam zarezerwowany pokój w schronisku. Ruszyłam więc w stronę Trzydniowiańskiego Wierchu, który jest ostatnim ze szczytów na tej trasie. Ładnie widać stąd jasnozielone zbocza z nieco ciemniejszymi kępkami. Można wejść na sam Trzydniowiański bądź ominąć go ścieżką z lewej strony i skręcić znów w lewo do zejścia. Zejście przez żleb jest dość strome, natomiast dalsza droga wzdłuż Doliny Jarząbczej i Chochołowskiej jest już bardzo przyjemna.

Podsumowanie

Podaję czas zgodnie ze wskazaniami ze strony mapa-turystyczna.pl. To oczywiście bardzo przybliżone wartości i na warunki niezimowe. Osoby, które lubią dłuższe przerwy albo robią dużo zdjęć, powinny wziąć to pod uwagę przy planowaniu. Trzeba też pamiętać, że im dłuższa trasa, tym z czasem wolniej idziemy — tego algorytm nie bierze pod uwagę. Z kolei ci, którzy wolą tempo biegowe i mają dobrą kondycję, na pewno uwiną się szybciej.

  • dojście na nocleg do schroniska (2 h), można też dojechać na rowerze i w ten sposób skrócić czas
  • w dzień wycieczki:
    • warianty łatwiejsze
      • szlak przez Grzesia, Kończysty Wierch i Trzydniowiański Wierch, zejście Szerokim Żlebem, powrót na parking Doliną Chochołowską 10,5 h / 24,2 km link
      • szlak przez Grzesia, Kończysty Wierch i Trzydniowiański Wierch, zejście granią Trzydniowiańskiego i zielonym szlakiem do Doliny Chochołowskiej 10 h / 21,1 km link
    • dłuższe warianty
      • szlak przez Grzesia, Kończysty Wierch, wejście na Starorobociański, zejście do Siwej Przełęczy i czarnym szlakiem do Doliny Chochołowskiej i dalej na parking (11,5 h / 24,1 km) link
      • szlak przez Grzesia, Kończysty Wierch, wejście na Starorobociański, przejście granią Ornaku do Doliny Kościeliskiej i Kir (12 h / 25,1 km) link

Powyższe warianty można nieco skrócić, pomijając Grzesia i wybierając zielony szlak na Wołowiec. Oszczędność ta jest jednak niewielka w porównaniu z widokami, które się w międzyczasie straci. Z kolei warianty, które zakładają powrót Doliną Chochołowską, skrócić można, zostając na kolejną noc w schronisku. Ja właśnie tak zrobiłam, bo i tak przyjechałam na cały weekend i Ornak zostawiłam sobie na kolejny dzień.

Moja trasa wyglądała tak:

Niezależnie od tego, który wariant wybierzecie, będziecie zadowoleni! A po pomysły na inne tatrzańskie wędrówki zapraszam tutaj.

Leave a comment

%d bloggers like this: