W Polanicy wsiadam w pociąg do Kudowy Zdroju – to czwarty dzień mojej wyprawy w Kotlinę Kłodzką i czas na Góry Stołowe (a o wcześniejszych dniach można przeczytać tu i tu, i tu). Nadszedł front znad Danii, mocny wiatr i deszcz. Dwukrotnie się zatrzymujemy, bo przewrócone drzewa zatarasowały tory. W pierwszym przypadku musimy czekać na straż pożarną, na szczęście to zaraz przy ulicy, więc z łatwym dostępem. Kolejne drzewo jest nieco mniejsze i raczej wisi nad torami, więc maszynista i konduktor dają radę przesunąć je własnymi siłami.

Stacja jest w południowej części miasta, więc trzeba przejść przez całe centrum szlakiem żółtym, żeby później zejść na czerwony. W Jakubowicach mijam Dom Pracy Dziennikarza, wygląda jak całkiem miłe miejsce na spotkania czy skupienie na pracy. Korony drzew szumią złowieszczo i przechylają to w jedną, to w drugą stronę. Trochę obawiam się spadających gałęzi, nie wiem, czy czapka, którą założyłam z tej okazji, zamortyzowałaby uderzenie, ale nie mam innego wyboru i na szczęście nie muszę tego sprawdzać.

Więcej niż 2 mm

Po wietrze przychodzi deszcz i to więcej niż zapowiadane w prognozie 2 milimetry. Akurat mijam parking i chowam się w budynku z łazienkami. Gdy zaczyna się przejaśniać, ruszam szybko dalej, ale tylko po to, żeby za chwilę znowu złapała mnie mżawka.

Kasa przy Błędnych Skałach zamknięta, miejsce wygląda na opuszczone, pewnie zupełnie inaczej niż w czasie słonecznych weekendów, gdy szkolne wycieczki i grupy turystów czekają, by zwiedzić to wyjątkowe miejsce.

Skalny labirynt

Zaczyna padać coraz mocniej. Przeciskam się między skałami, czasem zmuszona jestem zdjąć plecak. Oprócz tego, że pada, strużki spływają z kamieni, rękawiczki przemakają, a ręce marzną. Czasem nawet spojrzę na to, co fantastycznego stworzyła natura, jakie dziwne formy ukształtowała.

Niestety w tym stanie myślę raczej, żeby jak najszybciej wydostać się z tego labiryntu. Przy lepszej pogodzie na pewno warto na spokojnie przejść całą trasę i poprzyglądać się skalnym formacjom. Cała ścieżka wyłożona jest deskami, więc nawet w przypadku takiej pogody można uniknąć chodzenia w błocie. Oprócz labiryntu atrakcją jest też taras z widokiem na Czechy.

Po wyjściu chowam się pod wiatą i kiedy patrzę na zasnute chmurami niebo, tym typem chmur, które nie dają nadziei na rozpogodzenie, nagle – o dziwo – przebija się promyk słońca, a później kolejny. Robi się jaśniej i cieplej, a ja czuję, jak ta nadzieja wraca i kolejne kilometry, które mam do przejścia, wydają się już zupełnie niestraszne.

600 schodów na szczyt – Szczeliniec Wielki 919 m n.p.m.

Schodzę w stronę Karłowa, szlakiem zielonym. Niestety oznaczenia na drzewach nie zgadzają się z tym, co mam na mapie. Zielony idzie w lewo, czerwony w prawo, czyli odwrotnie niż na mojej mapie. Skoro jednak czerwony to ten, który ma mnie zaprowadzić do celu, trzymam się go. Z pewnym wahaniem, mieszającym się z pewnością, bo przecież gdzieś mi mignął Szczeliniec i wiem, że idę w jego stronę, faktycznie dochodzę do Karłowa. A stąd już tylko ponad 600 schodów na szczyt!

Na górze wieje tak mocno, że trudno robić zdjęcia. Co jakiś czas wychodzę więc popstrykać, ale poza tym cieszę się miłym klimatem schroniska. W czasie tego wyjazdu zatrzymywałam się w różnych kwaterach prywatnych, a teraz wreszcie mogę spać tam, gdzie lubię.

Tuż przy moim pokoju jest kącik czytelniczy z małym stolikiem, fotelami i całym regałem książek, ale o tej porze jest już chłodno, więc wolę ze wszystkimi siedzieć w jadalni. Właściciele (?) obierają grzyby, a między stołami biega kociak, wywołując uśmiech na naszych twarzach.

Powroty

Poranek mniej wietrzny, ale mglisty. Na Szczelińcu znajdują się również różne skalne formacje, ale pogoda nie zachęca, nie chcę przemoknąć, jak dzień wcześniej. Idę więc tylko na Tron Pradziada, skałę stanowiącą faktycznie najwyższy punkt szczytu, i cofam się, żeby zejść krótszą drogą. Po paru minutach odbijam na szlak niebieski do Radkowa. Nie wiem, ile dokładnie czasu zajmie dojście i na ile sprawnie ułoży się powrót do Krakowa, skracam więc drogę jak to możliwe. Przy skalnych wrotach przechodzę na szlak żółty, by przy Wodospadach Pośny zejść na zielony i dojść nim znowu do niebieskiego. W Radkowie znowu szlak żółty doprowadza mnie na rynek, skąd niebieskim, starym busem odjeżdżam do Nowej Rudy, a dalej do Wrocławia.

Trasa z Kudowy przez Szczeliniec wyglądała tak:

Informacje praktyczne:

  • bilet na pociąg relacji Polanica Zdrój – Kudowa Zdrój: 8 zł, można kupić w pociągu
  • nocleg w schronisku na Szczelińcu Wielkim w pokoju 10-osobowym 40 zł / dobę plus pościel 10 zł (jednorazowo), strona schroniska tutaj
  • zwiedzanie Błędnych Skał 10 / 5 zł
  • wstęp do labiryntu na Szczelińcu 10 / 5 zł (kasy otwierają się przed 8, więc wcześniej można wejść za darmo)

PAŹDZIERNIK 2019

Leave a comment

%d bloggers like this: